wtorek, 22 maja 2012
Rozdział 2 "Odwiedziny"
Po spaleniu starego domu Weasleyów, Ron uznał, ze trzeba go odbudować. Nie wyobrażał sobie, że jego dzieci mogłyby się wychowywać gdzie indziej. Dom był bardzo podobny do starego, skromny, z wielkim ogrodem, gdzie rosło wiele róż, ponieważ Rose je uwielbiała.. Niedaleko był ogromny las.
Przywitała ich Hermiona.
- Dzieci nie mogły się już doczekać. Strasznie się niecierpliwiły - powiedziała Hermiona. - Hugo, Rose, Potter'owie już przyjechali.
Nastało radosne powitanie. Tylko Albus był trochę niezadowolony.
Dzieci poszły do ogrodu.
- Może zagramy w Quidittcha? Wziąłem nasze nowe miotły. Możemy je wypróbować- zaproponował James.
- Jasne - odpowiedział Hugo.
- Dziewczyny przeciw chłopakom? - zapytał Albus.
- Nie, bo to nie będzie sprawiedliwe - powiedziała Lily - dziewczyny są tylko dwie, a chłopaków jest trzech.
- Nie marudźcie... Dacie radę.
- Nie, nie damy.
- To Albus zagra z wami. My z James'em sobie poradzimy- powiedział Hugo.
- Czemu muszę być z dziewczynami w drużynie?
- Bo jesteś najmłodszy.
- To niesprawiedliwe!
- Nie zawsze musi być sprawiedliwie. Jak Ci nie pasuję to w ogóle nie graj.
Albus był zmuszony zagrać z dziewczynami w drużynie. Zapowiadało się dobrze. Pierwsze punkty uzyskała Rose. Później trochę się zmieniło. Wygrali James i Hugo. Drużyna dziewczyn i Albusa z niezadowolonymi minami powoli szła do domu.
Harry i Ron w tym czasie siedzieli w salonie i rozmawiali o Hogwarcie.
- Miałeś ostatnio jakieś wiadomości od profesora Humpa? - zapytał Ron
- Tak, teraz regularnie piszemy. Myślę, że znaleźliśmy doskonałe miejsce, żeby ukryć...
Nagle weszły dzieci.
- Dzieci możecie wyjść?
- A nie możemu tu posiedzieć?
- Nie, musimy z wujkiem porozmawiać.
- Yhym, już idziemy - odpowiedziały i poszły bawić się do innego pokoju.
- Mam nadzieję, że tym razem jest to lepsza kryjówka - powiedział Harry.
- Voldemort już nie żyje. Więc chyba nikt nie będzie chciał tego znaleźć.
- Też tak myślę. Przynajmniej mam taką nadzieję.
Do salonu weszła Ginny i Hermiona.
- O czym rozmawiacie?
- O Hogwarcie. Znaleźliśmy kryjówkę dla sami wiecie czego.- powiedział Harry.
Dziewczyny zrobiły niezadowolone miny.
- Znowu pakujesz się w kłopoty. Tak bardzo Ci się nudzi? - spytała Hermiona - Ginny, czemu go nie powstrzymujesz przed takimi głupotami?
- Nie będę go zatrzymywała siłą.
- Będą przez to same kłopoty.
- Nie będzie żadnych kłopotów. Ja chcę tylko pomóc dyrektorowi.
- Ryzykując siebie? Dyrektor poradziłby sobie sam - upierała się przy swoim Hermiona.
- Czy jest coś złego w pomaganiu?
- Nie, ale się po prostu o Ciebie martwię.
- Zmieńmy temat - powiedział Ron.
Po chwili ciszy odezwała się Ginny.
- Pomyślałyśmy z Hermioną, że wszyscy razem wybierzemy się na Ulicę Pokątną.
- Tak, dobry pomysł.
- No to ruszamy.
- Ile masz kart z Czekoladowych Żab? - spytał Hugo.
- Ja mam 243, a Albus 201. A ty?
- Chyba około 250. Nie wiem dokładnie.
Dorośli w tym czasie rozmawiali i wspominali.
- Pamiętacie gdy pierwszy raz byliście na Ulicy Pokątnej?- zapytał Harry - Cudowne uczucie... Wyrwać się od codzienności i wejść do świata czarodziejów. I te nasze wszystkie przygody...Bazyliszek, Tórniej Trójmagiczny, Komnata...
- No ja akurat żyłem już wcześniej w świecie czarodziejów. Ale przygody były cudowne. Takie nieprawdopodobne, nawet jak dla mnie - powiedział Ron i ruszyli na zakupy, na Ulicę Pokątną.
-------------------------------------------------------------------------------------
No tak... Znowu się nie udało napisać za długiego. Coś mi nie idzie to pisanie. Ale może jak się bardziej przyłożę to coś z tego wyjdzie. Zapraszam do komentowania i obserwowania, a także na mojego drugiego bloga http://patrycja-patixd.blogspot.com/
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Bardzo mi sie podoba i znów nie mogę doczekać się następnego :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
Bardzo fajnie, że zaczęłaś pisać.
OdpowiedzUsuńSzczerze.. świetnie ci to idzie :)
Będę wpadać częściej :P
Pisze się tUrniej, a nie tÓrniej.
OdpowiedzUsuń